sobota, 14 stycznia 2012

Sarnia Skała

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

Startujemy w Dolinie Strążyskiej, tutaj również zaczyna się się Tatrzański Park Narodowy, nabywamy bilety wstępu w kasie. Czerwonym szlakiem idziemy w kierunku Polany Strążyskiej. Wzdłuż Strążyskiego Potoku, poprzez las. Płynący potok bardzo kręci. Raz pojawia się nam po prawej stronie, ażeby po chwili znaleźć się po lewej stronie.
My, ewidentnie od startu wyszukujemy krokusów, jednak z lichym plonem. Po prawej stronie szlaku towarzyszą nam ogromne masywy skalne, nad nimi znajduje się Samkowa Czuba. Skały przybierają fascynujące kształty. Wśród nich reprezentatywne dolomitowe turnie oznaczane Strążyskimi Kominami. Trasa jest łagodna i przyjemna. Po chwili mijamy tzw. Skałę Jelinka. Określona tak z motywu umiejscowionego na niej medalionu i tablicy pamiątkowej, zadedykowanej XIX-wiecznemu czeskiemu pisarzowi Edwardowi Jelinkowi, zaprzyjaźnionemu z Polską i Zakopanem.
Krokusy

Po 40 minutach dochodzimy do Polany Strążyskiej. Z polany jest fenomenalny widok na Giewont wraz z schodzącym z niego urwiskiem. Polana jest popularnym miejscem ze względu na jej atrakcyjność, jak również z powodu przechodzącego przez nią szlaku na Giewont.

Będąc w rejonach Strążyskiej Polany, warto przeznaczyć 30 minut i udać się żółtym szlakiem do wodospadu Siklawica. Wodospad spływa z dwóch prawie pionowo nachylonych skał. Wspólna wysokość wodospadu wynosi 23 metry (wysokość ściany dolnej wynosi 13 m, a ściany górnej 10 m).

Krokusy

Z Polany Strążyskiej udaliśmy się czarny szlakiem w kierunku wschodnim, w kierunku Sarniej Skały. Przed nami 40 minut dosyć męczącego podejścia przez las na Czerwoną Przełęcz. Z Czerwonej Przełęczy prowadzi 10 minutowe podejście właśnie na Sarnią Skałę. O tym czy warto wspinać się na Sarnią Skałę, jesteśmy w stanie się już przekonać zmierzając pod tą "warowną twierdzę". "Twierdzę", bowiem przypomina ona ruiny obiektu zamkowego. Pod Sarnią Skałą mieści się polana, z której posiadamy szansę podziwiać Tatry Zachodnie i oczywiście Giewont, który wyrasta nam przed oczami. Po wejściu, widok zapiera dech w piersiach jeszcze mocniej. Z każdego, z czterech kierunków świata, dociera do nas gigantyczna doza niebiańskich wrażeń wizualnych.
Krokusy

Sama Sarnia Skała jest szczytem w pasie reglowym Tatr Zachodnich o wysokości 1377 m. n.p.m. Konstruują ją wapienie dolomitowe. Uformowane w grzbiet komponujący się z kilku indywidualnych, niewysokich i stromo podciętych turni (ostrego szczytu albo skałki o stromych albo nawet pionowych ścianach, reprezentatywnego dla gór o rzeźbie alpejskiej, przekształconych w rezultacie działania lodowca). Niegdyś Sarnią Skałę zwano Małą Świnicą i była ona intensywnie penetrowana przez poszukiwaczy skarbów. Dzisiaj jest eksplorowana przez botaników i wielbicieli roślin tatrzańskich. Na jej gołych skałach pięknie zakwitają gatunki roślin wapieniolubnych, m. in. dębik ośmiopłatkowy i dzwonek jednostronny. Znajduje się tutaj także miniaturowa krzewinka - wierzba alpejska, omieg kozłowiec, różeniec górski, jaskier alpejski, kilkanaście gatunków skalnic i wiele innych.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Pętla po Beskidzie Śląskim

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

Zapraszamy do Beskidu Śląskiego na jednodnodniową wycieczkę w formie niepełnej pętli. Szlak prowadzi z Wapienicy poprzez Błatnią, Klimczok i kończy się na Szyndzielni.
W Wapienicy musimy się troszkę cofnąć z przystanku autobusowego, przemijając mostek dochodzimy do skrętu. Tutaj wiedzie niebieski szlak z Wapienicy (PKP) na Błatnią. Trasa kieruje prawie cały czas prosto przez las.W zeszłym roku spotkaliśmy na niej sarny. Tym razem dały się zauważyć wiosenne klimaty. Przy odrobienie słońca, cała natura budzi się do egzystowania. Na Błatnią mamy jeszcze około 2h marszu.

Zapora w wapienicy
Niemal cały czas stosunkowo wypłaszczoną trasą docieramy, do ostrego zakrętu. Tutaj warto na moment się zatrzymać i podejść kilkanaście kroków w dół, żeby dojrzeć w całkowitej okazałości Zaporę w Wapienicy. Najdłuższa na obszarze miasta dolina górska (Dolina Luizy) zalana lasem mieszanym i iglastym, umiejscowiona pomiędzy szczytami Beskidu Śląskiego: Palenicą, Błatnią, Trzema Kopcami i Szyndzielnią.

Błatnia



Przebieramy nogami cały czas szlakiem niebieskim, posiadamy do przejścia 3 niewielkie szczyty: Kopany - Wysokie - Przykra. W rejonach Wysokie mieści się uroczysko kultowe z XVII w. Żeby dojść do tego obiektu należy przebyć około 250 m trzymając się oznakowanych czerwonym kółkiem drzew.

Błatnia (917 m n.p.m.) stanowczo wyodrębnia się w grupie Klimczoka. Z polan szczytowych roztaczają się piękne widoki na Beskid Śląski. \"Panorama z Błatniej obejmuje - oprócz wierzchołków Klimczoka i Skrzycznego - wszelkie ważniejsze wierzchołki Beskidu Śląskiego pasmo ciągnące się od Skrzycznego do Baraniej Góry.

Z Błatniej żółty żółtym szlakiem przemieszczamy się w stronę Klimczoka. Przed nami około 1,5 godziny trasy. Na naszej trasie znajduje się Stołów i Trzy Kopce. Rejony Trzech Kopców są bardzo interesujące gdyż znajduje się tam buków umiejscowiony na wysokości 800-950 m w obrębie wzniesienia - 120-letni drzewostan jak również jaskinia Klimczoka na południowym zboczu.


Klimczok

Klimczok (1117 m n.p.m.) - zamiar naszej wycieczki jest szczytem górskim znajdujący się w granicach administracyjnych Bielska-Białej i będący najwyżej umiejscowionym punktem tego miasta. Umiejscowiony w północnej części Pasma Wiślańskiego w Beskidzie Śląskim. Lasy wokół wierzchołka były podobno kryjówką zbójników. Na czele których stali bracia Klimczaki. Stąd również wywodzi sie nazewnictwo tego wierzchołka. Wschodni, więcej płaski szczyt, nosi nazwę Magury, ma wysokość 1095 m, mieści się na nim schronisko PTTK oraz stacja ratunkowa GOPR. Z Klimczoka kierujemy się żółtym i czerwonym szlakiem na Szyndzielnię, jest to około 30 minutowy spacerek.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Rysianka

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

O tym, że Rysianka jest ciekawym miejscem , zdawałem sobie sprawę nie od dziś. Jednak sami wiecie, że momentami trudno nam się docenia to co jest.... blisko tak.... to co ma się na wyciągnięcie dłoni.... to co tak często  widzimy. Nadchodzi jednakże czas, że życzymy sobie po to sięgnąć. I niespodziewanie jesteśmy zauroczeni.
Plan przyjęty, szlak również: Skałka - Hala Boracza - Hala Lipowska - Rysianka - Skałka. Świetna pętla z przerwą na pierogi na Hali Lipowskiej. Góry w wszelakiej postaci mam wpisane w CV. A z tym CV to nie kłamstwo. Gdy poszukiwałem pracy, moje CV pod nagłówkiem hobby miało wpis - góry. Pełen dobrej ufności i zapchanej wyniosłości, pozostałem umieszczony na pośladku (bez uprzedzenia) przez jedną osobę: - Przecież co druga osoba w swoim CV zapisuję, że lubi góry - rzekła. A tak miło żyło się błogiej naiwności, z przekonaniem o swojej niezwykłości... Pani z bloku obok bez wątpienia również ma napisane w CV góry, wszak co weekend jeździ z koleżankami na sąsiedni Dębowiec. W CV góry ma również kierujący quada, który chasa bezkarnie po leśnych szlakach, rozjeżdżając malutkiego robaczka, który z pewnością miał w swoim CV - góry.
Rysianka
Jakby się tak przyjrzeć naszej drodze na mapie to oprócz trzech schronisk, będziemy mieli okazję przejść przez kilka Hal. Inaugurujemy od Hali Boraczej, następnie Hala Studzionka, Hala Redykalna, Hala Skórzacka, Hala Bacmańska, Hala Gawłowska, Hala Bieguńska, Hala Lipowska, Hala Rysianka i Hala Pawlusia. W zasadzie to żadnej dużej górki nie zdobywamy, jeno same hale...A na halach powinny być owieczki! Przynajmniej latem.
Rysianka


Naszą wyprawę rozpoczynamy w Żabnicy Skałce. Niewielki mróz sprawił swoje - czarny szlak na Halę Boraczą wymaga kompetencji ekwibrystycznych. A w moim wieku, bez tego, ani rusz zimą w góry :) Jest niewielkie oblodzenie na ulicy. Co interesujące, jest nawet wiele śniegu. Zima w tym roku się ociąga i tak na prawdę jest to jedno z pierwszych (nie licząc październikowych Tatr) spotkań z Lodowatą Damą. Sam szlak na Boraczą nie jest wymagający, na zaczątku powiedziałbym, że nawet niezajmujący. Jednak wesołe konwersacje, nie wspominam nawet o czym - dlatego na pewno o niczym, absorbują nam czas. Dochodzimy na Halę Boraczą, która pozdrawia nas widokami w stronę Rajczy. Jest jakoś dziwnie pusto, nawet wiatr nie wieje, tylko słychać sielskie skrzypienie śniegu pod naszymi butami. Widać, że sama Hala jest dobrze przewiana, śniegu wiele mniej aniżeli na szlaku. Idziemy zobaczyć do schroniska. Wokół budynku też czas trwa w zawieszeniu. Z lekką niepewnością rozwieramy drzwi prowadzące do wnętrza. Ktoś tu jednak, przeżył ten Armagedon. Jest tu jednak życie! Grzecznie wypytujemy się Pani - Czy możemy wypić własną herbatę. Teraz chyba lepiej się zapytać, bo obce prawa rządzą się w niektórych schroniskach. Kobieta nam odpowiada: - Naturalnie, nie ma problemu. Co do samego schroniska, a w zasadzie samej jadalni, to delikatnie komunikując: nie rzuca na kolana. Miałem odczucie, że czas się tu jednakże zatrzymał, zatrzasnął drzwiczki i powiedział: Mam to wszystko gdzieś! Pozostaję tu na dłużej!

Pani nawet sugeruje nam, przy takiej pięknej pogodzie, abyśmy poszli górą (czyli powiedziałbym, może na wyrost - granią), bo widoki będą piękne. Ciekawostką w budynku są przywarte do tablicy karteczki z rozmaitymi wpisami. Coś w stylu księgi gości, lub facebookowych like\'ów w wersji outdorowej - np. Lubię, bo czas tu wpadł i się zatrzymał. Lubię, bo mogę sobie tu swobodnie zjeść własne kanapki. Można sobie te karteczki poczytać, jednakże fajniejsze znam zajęcia.... Idziemy na szlak. Słońce wychodzi ponad grzbiet, który dzisiaj będziemy zdobywać. Na grzbiecie mieści się pięć szczytów: Redykalny Wierch, Boraczy Wierch, Lipowski Wierch, Rysianka jak również na północnym wschodzie wierzchołek Romanki. Romanka wybitnie opanowała najbliższe przestrzenie. Trochę niechciana, rozłączona przełęczą od Rysianki przykuwa wzrok. Lekki chłód mimochodem hartuje nasze organizmy.

Rysianka


Dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Czarny wiedzie pod górę, ma Halę Redykalną (żółty szlak). Zielony dalej trawersuje grzbiet , żeby dołączyć do szlaku żółtego za Halą Bieguńską. Wiodąc się radą pani ze schroniska na Boraczej oraz wcześniejszym zamiarem, podążamy na kluczowy grzbiet. Czym wyżej tym śniegu więcej, ogarniamy także coraz obszerniejszą panoramę Beskidu Śląskiego, a w dali także Beskidu Małego. Pierwszy śnieg zawsze cieszy najwybitniej, sama jego obecność poprawia nastrój. Na przeciw widać Baranią Górę wraz ze Skrzycznym i oddalonym Klimczokiem. Po prawej cały czas towarzyszy nam Sucha Góra. Pojawia się także poszarpaniec, czyli Wielki Rozsutec w Małej Fatrze.

Dochodzimy do żółtego szlaku. Do centralnej grani. Wewnętrzna radość, odzwierciedlona na zadowolonych twarzach. Ukazują się nowe przestrzenie, później okrywają się też Tatry. Na grzbiecie śniegu wiele więcej. Momentami jest porządnie nawiane - brniemy w śniegu do kolan. Odwykłem od tego i troszkę mnie to męczy. Za ciężki jestem na takie manewry :) Otwarte przestrzenie i nader zaskakująco urocze hale, przykryte grubą warstwą śniegu, zauroczyły nawet takiego malkontenta jak ja. Proste drzewa pokryte śniegiem posiadają swój bajeczny klimat. A Cysorkie Tatry w pełnej okazałości... Sam Wielki Chocz ponad chmurami wystawia swój czubek...

Przybywamy na Halę Lipowską, do najlepszego schroniska w Polsce wg czytelników "n.p.m.". Zamawiamy zachwalane pierogi i w dobrych humorach oczekujemy swojego zamówienia. Durne oczy cieszą się jak głupie. W żołądku konwulsje, w ustach ślinociek. Wszystko przez ręcznie sporządzane pierogi z serem i borówkami, a na nich bita śmietanka, borówki i kawałek kiwi. Kulinarnie jestem kupiony przez schronisko na Hali Lipowej... Sama Hala Lipowska znajduje się na zboczu porośniętego lasem Lipowskiego Wierchu albo jak kto woli Lipowskiej Góry (1324 m). Maltretuje nas widokami - panorama Tatr, Małej Fatry jak również Beskidu.

Rysianka


Schronisko na Rysiance jest oddalona od Hali Lipowskiej o około 15 minut drogi z pełnym brzuchem. Rewelacyjne jedzonko bardzo rozleniwia, to niedobre chyba też. Jestem bardziej skłonny ku drzemce aniżeli pieszej wędrówce. Jednakże to chwilowa dolegliwość. Ruszamy na Halę Rysiankę. Szlak kieruje lasem, jednakże gdy dochodzimy do Hali, widoki po raz kolejny powalają na kolana... Są Tatry, jest Mała Fatra, ale jest także na wyciągnięcie ręki Pilsko jak również trochę dalej Babia Góra. Taki mały raj na ziemi. Hala Rysianka jest bardzo rozległa i największa na naszej dzisiejszej trasie. Oj jak ja uwielbiam takie przestrzenie. Do schroniska udajemy się hmmm jakby to zakomunikować tylko na chwilkę....

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 11 listopada 2011

Wrota Chałubińskiego w Tatrach Wysokich

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

Wrota Chałubińskiego to obszary trochę opustoszałe i często pomijane przez wędrujących turystów w Tatrach Wysokich. Przemieszczając się popularną "ceprostradą" zawsze brakowało mi czasu lub chęci, żeby poznać to wyjątkowe miejsce. Sama nazwa - wrota - mówi nam, że to coś szczególnego!
Brama do innego świata! Wędrowiec musi dojrzeć do niektórych szlaków. Tak samo, niektóre szlaki muszą cierpliwie czekać, zanim nasze stopy będą po nich stąpać.
Wrota Chałubińskiego
Wstaję o godzinie 4:30. O 5:10 siedzę już w swoim pojeździe i jadę w kierunku Palenicy Białczańskiej. Mgły anonsują piękną, jesienną pogodę. Samochód pozostawiam na parkingu Ośrodka Straży Granicznej. Jest w porządnych rękach :). A na mnie czeka Dolina Roztoki i zbocza Wołoszyna. Lubię wracać w Tatry, mają coś w sobie oprócz wysokości! Nawet odcinek do Wodogrzmotów Mickiewicza, głuchego i równo zbitego asfaltu, nie prowokuje u mnie negatywnych emocji. Zaczynam swój odpoczynek od cywilizacji, odbijając na zielony szlak do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Cywilizacja bezwzględnie obiera trend na Morskie Oko. Tutaj już bryczka nie da rady....
Dolina 5 Stawów

Nawet żwawo dochodzę do Siklawy i Wielkiego Stawu. Nie łakomię się na wizytę w budynku schroniska, tym razem wyborna szarlotka będzie posiadać innego klienta. Jest godzina 10.00, nie ma weekendu, nie ma także na trasie zbyt wielu podróżników. Obchodzę zbocza Koziego Wierchu, który prezentuje się rewelacyjnie i u wielu budzi duży szacunek. Przede mną pasmo Kotelnicy finalizowane Gładkim Wierch, za jakim to mieści się Gładka Przełęcz. To właśnie tą przełęczą wędrują sobie niedźwiedzie z Cichej Doliny. Widać specyficzne ślady po istniejącym niegdyś szlaku na Gładką Przełęcz.
Kozi Wierch
Odbijam w kierunku Szpiglasowej Przełęczy, wolno będę porzucał za sobą Kozi Wierch. Wraz z większą wysokością panorama tego obszaru zmienia swoje oblicze. Coraz pewniej rozpoznawalny staje się kawałek Orlej Perci od Zawratu do Koziego Wierchu. Również Świnica wyłania się zza Kołowej Czuby. Widoki na Dolinę 5 Stawów modyfikują swoje proporcje ogarniając coraz większą jej powierzchnię. Zmysły chłoną na kolosalnych obrotach, niektóre nazwy wierzchołków umykają z pamięci, inne zniekształcają się. Na Szpiglasowym Wierchu wspomogę się mapą. Pochłonięty zachwycającymi odczuciami dosyć szybko przybliżam się do łańcuchów prowadzących na Szpiglasową Przełęcz. Krótki relaks, i posiłkuję się batonem. Teraz bardzo miły kawałek zabezpieczony łańcuchami i jestem na Przełęczy. Kocham Przełęcze...
Ze Szpiglasowej Przełeczy
Szpiglasowa Przełęcz (2110 m n.p.m) pokonana po raz drugi w moim żywocie. Po chwili spoczynku, czas zdobyć Szpiglasowy Wierch (2172m n.p.m) ! A widoki z niego fenomenalne! Wyruszam Ceprostradą - żółtym szlakiem w kierunku Morskiego Oka. Po mniej więcej 20 minutach dochodze do rozwidlenia szlaków. Tutaj swój zaczątek ma czerwony ślad prowadzący na Wrota Chałubińskiego. Planują odpoczynek i drugie śniadanie. W dolinie znajduje się wiele rozmaitego typu głazów. Poszukuje płaskiego, co by mi nic z niego nie zlatywało... I zaczynam śniadanie w towarzystwie Mnicha.
Do Wrót Chałubińskiego - czyli dzisiejszego głównego celu - został godzina. Najpierw droga prowadzi Doliną za Mnichem, wśród tych wszystkich kamieni. A sam Mnich dumnie z góry na to wszystko sobie spogląda. Bardzo przyjemnie się idzie. "Monotonia głazowa", której się nieco obawiałem, okazała się bardzo fascynująca. Dochodzę do Stawów Staszica, które tym razem są wyschnięte i pozostały po nich tylko pozostałości w postaci odrębnego ubarwienia. Fajnie jest to zauważalne z przełęczy. Spotkany na przełęczy turysta mówił mi, że jego poprzednia próba osiągnięcia Wrót pozostała w tym obszarze zakończona. Po obszernych opadach, stawy bardzo szybko wypełniły się wodą, włączając do swojego obszaru także prowadzący obok nich szlak.
Dolina za Mnichem
Dalej zaczynam już wspinanie na przełęcz. Zapowiada się niezły zygzak! To sławne zakręty! Wiele z nich otoczone jest reprezentatywnym dla tego miejsca kamienistym murkiem. Jak przy większości szlaków podejściowych (zygzakowatych) wkrada się monotonia. Kamieniste murki posiadają za zadanie zatrzymać zimą śnieg (przynajmniej tak mi się zdaje), jednak można się ich również przytrzymać przy większym nachyleniu. A nachylenie z czasem staje się coraz większe. Są obszary gdzie droga się mocno sypie, więć trzeba zważać, aby nie zrzucić komuś na głowę kamienia lub nie zaliczyć atrakcyjnej gleby.
Po niepełnej godzinie dochodzę do celu. Tutaj poznaję turystę, o którym wspominałem wcześniej. Jak to bywa w górach, rozpoczynamy monotematyczne konwersacje własnie o górach. Tutaj można poznać wyłącznie ludzi z takimi samymi pasjami. Ewidentnie tak jak to sobie wyobrażałem widoki są zacne! Nieco przypominają te ze Szpiglasowego Wierchu, ale te tutaj to istotne Wrota! Sami zobaczcie!
Wyżni Ciemnosmreczyński Staw widok z Wrót Chałubińskiego
A same Wrota Chałubińskiego są wąską przełęczą znajdującą się na wysokości 2022 m n.p.m. w pryncypialnej grani Tatr. Ongiś do Wrót Chałubińskiego wiódł szlak od strony słowackiej (z doliny Ciemnosmreczyńskiej), jednak po II wojnie światowej był on zniesiony. Dolina Piarżysta stała się rezerwatem przyrody, szlak prowadzi tylko do Ciemnosmreczyńskiego Stawu. A sam Tytus Chałubiński był polskim lekarzem, profesorem patologii, wielbicielem przyrody, współtwórcą Towarzystwa Tatrzańskiego i jednym z naczelnych badaczy przyrody tatrzańskiej.
---
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Alternatywa dla szlaku na Rysy - Przełęcz pod Chłopkiem

Autorem artykułu jest Marcin Walczak

Gdy zobaczyłem Przełęcz pod Chłopkiem z Koprowego Wierchu wiedziałem, że będzie to jeden z moich najbliższych, tatrzańskich planów. Nie wiem czy urzekł mnie Chłopek - skała przypominająca kształtem człowieka, czy świadomość kolosalnych ekspozycji na drodze, a może daszek świata w formie Kazalnicy?
Dochodzę do Morskiego Oka i czuję się wyczerpany. Pogoda się popsuła, od słowackiej strony napłynęły mroczne chmury. Robię spoczynek, ażeby ponownie nabrać siłę. W ogóle go nie planowałem, czyżby to klątwa drugiego dnia? He he, niemożliwe. A nad Morskim Okiem wolno zaczyna się coś dziać. Nie ma co prawda tych wszystkich ludzi, co egzystowali tu wczoraj po południu, jednak wyruszają następni piechurzy na Rysy. A mój nierób namawia mnie na drzemkę. Chyba zwariował, za zimno przecież...
Czarny Staw
Poruszając się w stronę Czarnego Stawu zaczynam odczuwać coraz mocniejsze wyczerpanie. Kolana jakieś napięte, leniwie się składają. Gdyby nie te piękne okoliczności natury, bez wątpliwości bym tą sobotę spędził na nieograniczonym lenistwie. Na szczęście nie muszę sprawdzać motywacji. Motywacją jest Przełęcz pod Chłopkiem. Docieram nad Czarny Staw, kolejny, tym razem krótszy odpoczynek. Tak na prawdę to chyba tutaj rozpoczyna się dopiero wycieczka.
Szlak jest dla mnie odkrywczy, nigdy wcześniej nie byłem na Przełęczy. Dlatego zmysły mają co chłonąć, a mój procesor rejestruje wszystko w troszkę dziurawej pamięci. Ma to jeszcze jeden bardzo duży plus - nie myślę tyle o zmęczeniu. Trasa na Chłopka, mimo, że krótsza niż na Rysy, potrafi z człowieka wycisnąć parę kropli potu.
Galeria na Chłopka
Najpierw trasa wspina się w górę wśród kosodrzewiny. Na zaczątku łagodnie, następnie trochę ambitnie. Są też całkiem duże i płaskie płyty skalne. W niektórych miejscach bardzo dobrze oszlifowane przez schodzące w poprzednich czasach lody. Czym jestem wyżej, tym powiększa się perspektywa Czarnego Stawu i umieszczonego poniżej - Morskiego Oka. Docieram do tzw. "Bandziocha", czyli Kotła Mięguszowickiego ok. 1725 m n.p.m. Przeznaczam chwilę na wyszukiwanie opisywanej przez Józefa Nykę koleby. Bardzo blisko szlaku znajduje się jedna koleba, lecz nie mam pewności czy autor książki miał ją na intencji? Koleba ta niegdyś posługiwała pasterzom, a aktualnie taternikom. A sam Bandzioch jest bardzo osobliwy! Co prawda roślinność tutaj nie jest zbyt wyrafinowana. Prezentuje się raczej srogo, lecz jakże fascynująco! Wcina się on pomiędzy Mięguszowickie Szczyty - Czarny (2410 m) i Wielki (2438m). Wyraźnym miejscem jest strefa wiecznego śniegu, mająca zadatki szczątkowego lodowczyka.
Tatry
Przemieszczam się obok nadmienionej koleby i przez rumowiska skalne zmierzam pod północne ściany Kazalnicy. W niektórych miejscach są one pionowe i gładkie. Jak dla mnie nie do osiągnięcia. Dalej znajduje się skalisty źlebek, z jakiego tak po trochu ciurkała woda. W innych sposobnościach, z pewnością moc tego zjawiska byłaby ogromniejsza. Musimy najpierw obejść Kazalnicę, aby w najłatwiejszy sposób na nią się dostać.
Morskie Oko
Wyruszam przyjrzeć się z bliskiej odległości zachwycającej galeryjce. Najpierw dostaję się granią pod kopułę Mięguszowickiego Szczytu Czarnego. Następnie ślad jest wcięty pod skosem w elewację wierzchołka i doprowadza nas do galeryjki. Ekspozycja jest nawet fajna, użycza trochę adrenaliny. Przy dobrych warunkach, jedyny kłopot, polega na tym, jakiego rodzaju myśli zdominuje naszą głowę.
W oddali: Murań, Hawrań i Płaczliwa Skała
A sama Przełęcz pod Chłopkiem znajduje się na wysokości 2307 m n.p.m. Umieszczona jest pomiędzy Mięguszowieckimi Szczytami - Czarnym i Pośrednim. Nazewnictwo wywodzi się od widocznej z oddali (np. znad Morskiego Oka), bardzo charakterystycznej ustronnej turni na wschodnim zboczu przełęczy. Turnia ta ma wysokość 15 metrówj i do złudzenia przypomina chłopka znajdującego się na przełęczy. Tak również ta turnia pozostała nazwana - Chłopek.


---
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zakopane dla każdego.

Autorem artykułu jest papaj

Zakopane od lat cieszy się popularnością wśród turystów. Kiedyś najważniejszą atrakcją były stoki narciarskie i tatrzańskie szlaki. W ostatnich latach miasto bardzo wzbogaciło swoją ofertę. Mowa tu nie tylko o możliwościach spędzania wolnego czasu.
Zimą największą popularnością nadal cieszą się stoki narciarskie. Ale trzeba pamiętać, że również w lecie mamy wiele atrakcji do dyspozycji. Alternatywą dla sportów zimowych jest aquapark ulokowany w centrum miasta, w którym można nie tylko pływać, ale także zagrać w kręgle. Park linowy, czy zjeżdżalnia grawitacyjna, to atrakcje, jakie czekają na turystów na stoku Gubałówki. Wśród bardziej wyszukanych form spędzania wolnego czasu można wymienić wyprawy na quadach, wspinaczkę po skałkach, czy spływ Dunajcem w pontonach. Oczywiście ekstremalne rozrywki odbywają się pod czujnym okiem ratowników. Po wyczerpującym dniu można odpocząć w kawiarni, czy restauracji, lub bawić się do rana w klubie. W Zakopanem znajdzie się także coś dla amatorów kultury – nie brak muzeów i galerii, dobrą sławą cieszy się również Teatr im. S. I. Witkiewicza.

Zakwaterowanie nie powinno stanowić problemu dla turystów. Wystarczy wpisać w Google hasło „nocleg zakopane”, by przekonać się, że oferta jest naprawdę bogata. Wybierać można wśród luksusowych hoteli i samodzielnych apartamentów, pensjonatów o średnim standardzie, czy choćby schronisk PTTK usytuowanych w malowniczych, tatrzańskich dolinach. Nie ulega wątpliwości, że jeśli chodzi o nocleg, Zakopane gotowe jest zaproponować swoim gościom coraz dogodniejsze warunki.

Coraz więcej turystów zwraca uwagę na komfort rezerwowanego noclegu, a jednocześnie wyższe koszty schodzą na drugi plan. Z tego względu, mieszkańcy zaczęli inwestować w noclegi, które oferują wyższy standard. Wynajmując apartament, Zakopane stać się może na czas wyjazdu naszym drugim domem. A dzieje się tak z tego względu, że mamy do dyspozycji wszelkie sprzęty kuchenne, a często możemy także mieć do dyspozycji saunę.

Niestety Zakopane ma także swoje słabe strony. Bez wątpienia największym minusem wakacji w Tatrach jest dojazd. W sezonie, podróż Zakopianką często przeciąga się do wielu godzin podróży, co  może powodować frustrację wśród przybywających na Podhale turystów. Osoby mało odporne na stres związany z wielogodzinną i powolną jazdą samochodem, powinny zastanowić się nad podróżą pociągiem. Najważniejsze, aby już na samym początku urlopu nie stracić pogody ducha. Urlop ma być dla nas przyjemnością, a nie powodem do stresu.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 3 września 2011

Wakacje w Gliczarowie Górnym

Autorem artykułu jest marekcz

Wakacje w górach należą do najczęściej wybieranych kierunków letniego wypoczynku, kusząc wieloma atrakcjami.
Wakacje to przede wszystkim rodzinny wyjazd do znanych miejsc, oferujących wiele atrakcji i ciekawych sposobów na spędzanie wolnego czasu. Jednakże coraz częściej na miejsce takich letnich wyjazdów wybierane są miejscowości mniejsze, bardziej ciche i spokojne, ale położone względnie niedaleko znanych kurortów. Dzięki temu oferują one ciekawy wypoczynek i dają możliwość wyciszenia się, zrelaksowania bez tłoku i korków. Jednocześnie dobra komunikacja pozwala dotrzeć do wielu ciekawy miejsc i atrakcji zlokalizowanych w sąsiedztwie. Miejsca takie są praktycznie w każdym regionie, jedynie trzeba ich trochę mocniej poszukać, gdyż wiele z nich jest jeszcze nieodkrytych dla masowych wyjazdów.
Na Podhalu, pod Tatrami takim miejscem jest Gliczarów Górny, oferujący prawdziwy wypoczynek pod Tatrami. Z jednej strony atutem Gliczarowa Górnego są prześliczne widoki na całą panoramę Tatr, co gwarantuje położenie na wysokości ponad 1000 metrów. Z drugiej ukształtowanie terenu w formie wzgórz daje duże możliwości aktywnego wypoczynku w formie turystyki rowerowej czy trekkingu. Największym atutem Gliczarowa Górnego jest jednak jego położenie, czyniące z niego doskonałą bazę wypadową do poznania Podhala. W kwadrans dostaniemy się do Zakopanego a w mniej niż 5 minut do nowoczesnych basenów termalnych. Również szybko dojedziemy do wejść na tatrzańskie szlaki i do granicy państwa. Do tego cisza i spokój, zachęcające do rodzinnych spacerów i wycieczek oraz wyciszenia się sprawiają, że można tu poczuć się naprawdę wyjątkowo.
Gliczarów Górny ma jednakże o wiele więcej atrakcji. Można tu uprawiać paralotniarstwo czy jeździć na quadach, można organizować różnego rodzaju imprezy grupowe. W Gliczarowie Górnym znajduje się także solidna baza noclegowa w postaci nowoczesnych i komfortowych noclegów w Gliczarowie Górnym. Znajdujące się tu pensjonaty czy willa w Gliczarowie to wygodne pokoje z łazienkami w wysokim standardzie oraz szereg dodatkowych atrakcji i usług. Można tu także dobrze zjeść w regionalnych karczmach czy kupić prawdziwe oscypki.

Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl - Twojego źródła artykułów do przedruku.